Inteligentna i fascynująca


Z dr. Yezhou Shengiem – czołowym badaczem vilcacory z Biomedycznego Centrum Uniwersytetu w Lund – rozmawia Roman Warszewski

– Czy widział Pan kiedyś vilcacorę w jej naturalnym otoczeniu?

YS: – Nie, nigdy. Dwa lata temu miałem odbyć podróż do Peru, żeby wziąć udział w kongresie naturoterapeutów. Po spotkaniu w Limie zaplanowana była wycieczka do dżungli. W końcu jednak do podróży do Ameryki Południowej nie doszło. Jak dotąd vilcacorę widziałem tylko na zdjęciach, choć jej komórki w formie mikroskopowych preparatów znam chyba lepiej niż ktokolwiek w Europie.

– Dlaczego zainteresował się Pan badaniami vilcacory?

YS: – Jak Pan wie, jestem chińskim naukowcem i lekarzem, a Chińczycy doceniają wartość roślin leczniczych. Przez tysiąclecia rozwijaliśmy sztukę leczenia roślinami i w praktyce stosujemy ją do dziś. W Chinach, na terenach bardziej odległych od centrów administracyjnych, lecznictwo do chwili obecnej w całości opiera się na fitoterapii. Natomiast w dużych miastach – w około 70 procentach. To chyba jedyny taki przypadek w świecie. W Chinach praktycznie nie ma aptek takich, jakie znamy w Europie. W zasadzie każda apteka jest sklepem zielarskim. Innych aptek po prostu nie ma. Wyrosłem więc w kulturze, która od dawien dawna potrafiła dostrzec i wykorzystywać potęgę leczniczą zawartą w roślinach. A moja rodzina w szczególności kultywowała tę tradycję – tradycję, która jest codzienną praktyką.

Elżbieta Dzikowska o biografii T. Halika „Tu byłem. Tony Halik”

„Tu byłem. Tony Halik”.
Właśnie przeczytałem biografię Tony Halika „Tony Halik. Tu byłem” i mam dość mieszane uczucia. Jej autor, Mirosław Wlekły, do swego bohatera podszedł co prawda z nieco większą życzliwością niż Artur Domosławski do Ryszarda Kapuścińskiego w kontrowersyjnej biografii pt. „Ryszard Kapuściński non-fiction”, ale… - właśnie: pozostaje pewne „ale”. Dlatego bardzo ciekawy jestem, co na temat tej biografii do powiedzenia ma Elżbieta Dzikowska – wieloletnia życiowa partnerka Tony Halika. Pytam ją o to.

- Chciałam, żeby w tej książce Tony pozostał taki, jaki sam siebie stworzył – mówi Elżbieta Dzikowska. – Bo na pewno była to swoista autokreacja. Ale tak oczywiście się nie stało.
Książka pokazuje innego Tony’ego – często takiego, którego nawet ja nie znałam. Na szczęście nie stało się tak, jak z Ryśkiem Kapuścińskim w książce Domosławskiego. Autor do Tony’ego podszedł z dużo większym zrozumieniem i sympatią. Także z większym zrozumieniem czasów, w których Tony żył i tworzył.

RW: - Wydaje mi się, że autor nie w pełni docenia pisarskiego osiągnięcia Tony Halika i widzi go przede wszystkim jako fotografa i filmowca. Tymczasem jego książka bez wątpienia najlepsza jest w tych miejscach, gdzie przytoczone są fragmenty książek i gdzie posługuje się cytatami z nich zaczerpniętymi – zresztą bardzo dyskretnie zaznaczonymi.

- Mnie też tego w tej książce brakuje i to jest chyba jej największy mankament.

Z Elżbietą Dzikowska na grobie Tony Halika

Kolejną wizytę u Elżbiety Dzikowskiej, związaną z przygotowywaniem jej biografii, poświęcam na wizytę na cmentarzu na Bródnie, na grobie Tony’ego Halika. Już dawno chciałem tu przyjść, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Teraz pogoda wypaliła na sto-dwa, poza tym bliskość Wielkanocy dodała motywacji, by zamiar ten w końcu realizować. No i stało się – pojechaliśmy. Grób znajduje się w kwaterze nr 31, w części D, w pobliżu pomnika Romana Dmowskiego. Zaprojektował go znany rzeźbiarz, przyjaciel Elżbiety Dzikowskiej, Kazimierz Zemła i jego bryła bardzo wyróżnia się na tle innych grobów. Brązowy, a właściwie kakaowy strzegomski granit tchnie solidnością i spokojem, a rzeźba plecaka zawieszonego na krzyżu, stanowi wymowną wizytówką Tony Halika. (Znam ten projekt, bo jego miniaturkę widziałem już w tzw. Białej Sali, w domu Elżbiety.) W tym samym grobie spoczywa też Mama Elżbiety Dzikowskiej, Jadwiga Zbańska (primo voto Górska) i jej zamordowany w Lublinie w czasie wojny Ojciec, Zygmunt Górski. Elżbieta mówi: – Życie zmusiło mnie do tego, że stałam się też specjalistką od ekshumacji. Szczątki ojca sprowadziłam aż z Lublina. W rezultacie, jest tu też miejsce dla mnie, ale Tony musi być cierpliwy - jeszcze długo będzie czekać…



Widać, że grób jest często odwiedzany. Na płycie stoi dużo wypalonych lampek i stoi sporo kwiatów. Najczęściej przychodzi młodzież – aż 14 szkół w Polsce nosi imię Tony Halika. Postać ich patrona inspiruje wielu młodych ludzi: do podróży, przygody, poznania, do kontaktu z tym, co nieznane i egzotyczne.

Wyprawy. Eksploracja. Ile tego było?

Przygotowania do tegorocznego wyjazdu z Elżbietą Dzikowską do Vilcabamby i okolic, kazały dokonać mi pewnego podsumowania. Ile do tej pory, ja, Roman Warszewski, odbyłem wypraw o charakterze eksploracyjnym? Oczywiście, w Ameryce Łacińskiej, począwszy od roku 1983, byłem grubo ponad 30 razy, ale – co zrozumiałe – nie wszystkie te wyjazdy miały odpowiednio pogłębiony, poznawczy charakter. Tych było znacznie mniej, ale jak już były, to były pasjonujące. No właśnie, ale ile – ile tych wypraw było? Zacząłem podliczać i oto co mi wyszło:



1983 – podróż do ówczesnego departamentu Ayacucho na front wojny między lewacką organizacją Świetlisty Szlak a siłami rządowymi. Rezultat: Książka pt. „Pokażcie mi brzuch terrorystki” (Glob, Szczecin 1986; II wyd. Czarny Kot, Gdańsk 2001).

1992 – podróż na południe Boliwii i wędrówka szlakiem ostatniej kampanii Ernesto Che Guevary między Samaipatą a Camiri. Rezultat: Książka: „Skrzydlaci ludzie z Nazca” (Tower Press, Gdańsk 2000), „Boliwia 1966-1967” (Bellona, Warszawa 2012).

1998 – pierwsza wyprawa na płaskowyż Marcahuasi w Peru w nadbrzeżnym łańcuchu Andów. Inni uczestnicy: Stanisława „Asia” Grzelczak, Cezary Zych (Kanada). Wyprawa odnawia

zainteresowanie płaskowyżem, eksplorowanym swego czasu przez Daniela Ruzo. Rezultat:

Książka pt. „Marcahuasi – kuźnia bogów” (Bellona, Warszawa 2000).

1999 – druga wyprawa na płaskowyż Marcahuasi. Inni uczestnicy: Leszek Foltyn, Antoni Kujawa. Rezultat: Godzinny film telewizyjny TVP „Marcahuasi – płaskowyż kamiennych gigantów” (razem ze Stanisławą Grzelczak).

Zbigniew Szczepanek w wersji „Latino”

Winny jestem tu kilka słów o Zbigniewie Szczepanku, Autorze portretu Elżbiety Dzikowskiej w kolorze żółto–niebieskim, o którym pisałem tu kilka dni temu.

Zbyszek – mogę tak napisać, bo jest on moim wieloletnim Przyjacielem, którego poznałem dzięki innemu mojemu Przyjacielowi, nieżyjącemu już Grzegorzowi Rybińskiemu – jest w tej chwili jednym z najwybitniejszych polskich akwarelistów. Sławę zyskał przede wszystkim jako „portrecista” niemalże wszystkich polskich zamków i historycznych budowli obronnych, czego rezultatem są 4 pokaźne albumy – dwa wydane przez Tower Press, a dwa pozostałe przez Bernardinum (w ich liczbie znajduje się także wielce unikatowy album o zamkach na Kresach). Władysław Zawistowski, zapowiadając pierwszy album z tej serii pisał o Szczepanku: ”To wybitna i niezwykła postać (…). Rodowity gdynianin (ur. 1933 na Oksywiu) jako młody człowiek – uległszy „zewowi morza” – ukończył studia w Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej i pływał jako nawigator na ORP „Błyskawica” i ORP „Gryf”. Żegluga pod gwiazdami tak go fascynowała, że obronił doktorat z astronawigacji, która następnie przez 10 lat wykładał w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej, a następne 10 – w Wyższej Szkole Morskiej. (…) Jednak od wielu lat najważniejszą pasją Zbigniewa Szczepanka jest malarstwo, ściślej – akwarela, w której osiągnął prawdziwe mistrzostwo i pozycję jednego z czołowych twórców polskich. (…) Niezliczone [jego] podróże (…) po całym kraju, połączone z odwiedzaniem kolejnych zabytkowych budowli zaowocowały fascynującym zbiorem malowanych z natury „portretów zamków” w różnych porach roku i zmiennych ujęciach (…)” Nie kto inny jak Franciszek Starowieyski wtórował: „Zbigniewa Szczepanka uważam za jednego z najlepszych akwarelistów w Europie.

Co za Urodziny! Tego jeszcze nie było!

Więc było, piłem, lulki paliłem… – tak naśladując Wieszcza można by zacząć!

Urodzinowa impreza u Elżbiety Dzikowskiej zacząć się miała 19. marca w samo południe, ale jak dotarłem na miejsce około dziesięć po dwunastej, cały dom Jubilatki pełen już był gości i huczało w nim jak w ulu. Królowała oczywiście ONA – Elżbieta: promienna, radosna, jak zawsze pełna optymizmu i werwy. Wszystkich gości witała w progu, a że wciąż podjeżdżały nowe samochody z zaproszonymi, przy drzwiach wejściowych chwilami formowały się ludzkie zatory.

Częścią jednego z nich stałem się i ja, bo musiałem wygłosić dość długi wywód tłumaczący istotę prezentu, który przywiozłem Elżbiecie: Był to przedstawiający Ją portret pędzla znanego (bodajże najlepszego w Polsce) akwarelisty, Zbigniewa Szczepanka, do którego to dzieła dołączyłem dwa albumy z akwarelami Mistrza Zbigniewa: „Zamki Warmii i Mazur” oraz „Zamki Wielkopolski, Małopolski i Dolnego Śląska”. I to właśnie trzeba było wytłumaczyć: bo Zbyszek Szczepanek postawił sobie za zadanie namalowanie wszystkich najważniejszych zamków Polski i Kresów, natomiast Elżbieta Dzikowska z równą pasją Polskę opisuje. Stąd pewne ich powinowactwo, stąd pomysł na taki a nie inny prezent. Stąd potrzeba wypowiedzenia kilku zdań więcej niż same życzenia. Stąd też zator za moimi plecami – na samym wejściu. Przepraszam!

To właśnie ten portret, który zdobił poprzedni post!

A potem – zaczęło się: osób było rzeczywiście 80, więc było z kim rozmawiać, komu się przedstawiać, komu rozdawać uśmiechy i podawać rękę.

Jadę na 80.-te urodziny do Elżbiety Dzikowskiej


19. marca Elżbieta Dzikowska – podróżniczka, autorka książek, niezliczonych filmów i historyk sztuki (przedstawiać nie trzeba), obchodzi swoje 80-te urodziny. Z tej okazji w domu Jubilatki w Warszawie- Międzylesiu spotkać ma się 80 osób. Jestem jednym z zaproszonych. I nie mogę się tej imprezy doczekać. Dobrze bowiem znam Elżbietę Dzikowską, niezmiernie ją cenię i cieszę się, iż uznała, iż tego Ważnego Dnia powinienem znaleźć się w gronie jej Przyjaciół. Po raz pierwszy spotkałem Ją równo 40 lat temu, gdy z Tonim Halikiem, w 1977 roku, odwiedziła mnie w Elblągu, gdzie wtedy mieszkałem. Po latach znajomość tę odnowiłem. Od jesieni zeszłego roku, jestem częstym gościem w Jej domu. Zacząłem bowiem pracę na jej biografią (okoliczności w jakich do tego doszło i ile z tym związanych było perypetii, to temat na osobną książkę, która najpewniej kiedyś także powstanie). Chyba nic w tym pisarskim przedsięwzięciu mnie już nie zatrzyma. Zdradzę, że w czerwcu tego roku, razem z Elżbietą Dzikowską wybieram się do Peru – do Vilcabamby, dokąd Jubilatka chce odbyć podróż sentymentalną i wrócić 40 lat po tym, jak była tam z Tonym Halikiem. Tym razem będzie tam ze mną. Z Vilcabamby mamy zamiar udać się do Choquequirao lub do Huchuy Qosqo – Małego Cuzco i na doroczne obchody Inti Raymi, mające miejsce 24. Czerwca w Cuzco. Podróż tę, począwszy od 6. czerwca, będę tu, dzień po dniu, relacjonował. Na razie jednak jadę na urodziny – na jubileusz. Po powrocie też postaram się opisać kogo tam poznałem i co tam przeżyłem.
  1. <<
  2. archiwum
  3. >>
Roman Warszewski Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Na skróty

30 lat jak jeden dzień (część 1)
30 lat jak jeden dzień (część 2)
30 lat jak jeden dzień (część 3)
30 lat jak jeden dzień (część 4)
30 lat jak jeden dzień (część 5)
Rok 2012 w pigułce

Rozmowy z noblistami

Nobel jak stare wino - wywiad z Mario Vargasem Llosą
Wywiad-rzeka z Mario Vargasem Llosą
Noblista z kraju vilcacory
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami w Sztokholmie w 2009r.
Dwie rozmowy z Jean-Marie Gustavem Le Clezio - noblistą z roku 2008
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami z roku 2008

Rozmowy z tuzami polskiej kultury

z Ryszardem Kapuścińskim
z Czesławem Miłoszem
z Andrzejem Szczypiorskim
z ks.Józefem Tischnerem
ze Stanisławem Lemem
ze Sławomirem Mrożkiem

Rozmowy z odkrywcami

z odkrywcą Vilcabamby - Gene Savoyem
z "królem huaqueros" Enrico Polim
z archeologiem prof. K. Makowskim
z etnolożką dr Marią Rostworowską
z tropicielem zaginionych miast- M. ienną
z właścicielem kamieni z Ica- dr J. Cabrerą

Najnowsza książka

Kuba 1958-1959
- Michał Piotrowski o tomie "Kuba 1958-1959"

Najnowszy album

Zielone Pompeje. Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa” (Razem z Arkadiuszem Paulem) (Seria Siedem Nowych Cudów Świata) Fitoherb, 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków

Poprzednie książki

Kongo 1965
- O „Kongo 1965” w „Mówią Wieki” „Che” Guevara, Kongo i HIV
- „Kongo 1965”: uboczne skutki rewolucji
- "Kongo 1965" - opowieść o narodzinach zła
Cuzco 1536-1537
Zdjęcia uzupełniające książkę

- Coricancha

- Ollantaytambo

- Sacsayhuamán

- Recenzja w „Mówią Wieki”

Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

- Dorota Abramowicz o książce

- Piotr M. Małachowski o książce

- „Ceviche”

- Ekwador. Niezłe jaja z równikiem

Boliwia 1966-1967

- Aneks osobowy - partyzanci i ich przeciwnicy

- Aneks - chronologia zdarzeń opisanych w książce

- Ewa Opiela o „Boliwii 1966-1967”

- Waldemar Gabis o „Boliwii 1966-1967”

- Maciej Kuczyński o „Boliwii 1966-1967”

Filmy godne polecenia

Garcilasso de la Vega
Na tropie nieznanych zwierząt

*Wywiad z dr Fabianem Michelangelim

Marcahuasi - góra kamiennych gigantów
Życie dla życia
o działalności o. Edmunda Szeligi w Peru
O genezie nazwy Vilcacora - dr Mirez

- przeczytaj więcej...

Preparaty Ojca Szeligi
Q`ero expedition 2007
Zobacz więcej >>

Kontakt

Formularz kontaktowy
Roman Warszewski na facebooku

Przyjaciele

Operuję w Peru - blog
Kochamy Peru
All inclusive
Sunshine Peru Travel
Ekopartner
Miesięcznik Poznaj Świat
Iberoameryka

Polecam

Żyj długo - pismo o zdrowiu
Q`ero Expedition Peru 2007
Herbsecret.pl - vilcacora
Poradnia.pl
Migotania - Gazeta literacka