„Empanadas” – latynoski specjał na wynos


Z okazji imienin (9. sierpnia, Romana), do redakcji – żeby uraczyć Przyjaciół – zabrałem półmisek wypełniony „empanadas”. Poczęstunek ten wzbudziło niemałą sensację. „Empanadas” bardzo smakowały. Było widać, że powinienem był przynieść ich znacznie więcej (co wkrótce zamierzam nadrobić). Jeszcze raz mogłem się przekonać, jak wysoko oceniona może być kuchnia południowoamerykańska, szczególnie peruwiańska, gdy podawana jest w wersji z górnej półki. A wykonanie „empadanas” przez moją Żonę, Luz Irigoyen de Warszewski, zawsze to gwarantuje.

„Empanadas” to danie bardzo proste i w Ameryce Południowej powszechnie dostępne. To danie na wynos – w różnych wariantach sprzedawane na ulicach. (W Boliwii, gdzie w 1983 roku jadłem je po raz pierwszy, nazywane są „saltenas”.) To wymarzone spożywane w locie śniadanie, lub zastępstwo lunchu. Coś, na szybkie i tanie zaspokojenie głodu. Także dla turystów. Bo ”empanadas” dla przybyszów z zagranicy są bowiem bardzo bezpieczne, wszak podaje się je po wyciągnięciu z pieca – tak jak pizzę. Są więc sterylne – przynajmniej przez jakiś czas. Gdy wystygną, można je ponownie odgrzać (co stanowi jeszcze jedną ich zalet).

Czym są „empanadas”?
To, mówiąc najkrócej, rodzaj naszych pierogów, tylko że nie gotowanych, lecz pieczonych. W związku z tym, że wypełniający je farsz można kształtować praktycznie dowolnie, dla każdego potencjalnego kucharza (kucharki), „empanadas” pozostawiają nieograniczone pole do popisu. Farsz może być bardziej mięsny, lub bardziej warzywny, albo może składać się z „frutti del mar” – w zależności od tego, co komu bardziej odpowiada, na co w danej chwili ma się apetyt.

W drodze do biografii, w drodze do Vilcabamby. Zapis audycji Iwony Borawskiej z dnia 21. lipca w Radiu Gdańsk.

Iwona Borawska: - Moim i Państwa gościem jest dzisiaj Roman Warszewski.
Roman Warszewski: - Witam serdecznie.
IB: – Pisarz, podróżnik, odkrywca. Spotykaliśmy się już nie raz, z powodu wydawania różnych książek, a to historycznych, a do podróżniczych, a to albumów. Ameryka Łacińska, Peru, Vilcabamba. To bardzo przybliża mojego gościa do postaci, o której dzisiaj będziemy mówili. Bo ja proszę Państwa dostałam takiego sms - a, mniej więcej brzmiał on tak – „piszę biografię Elżbiety Dzikowskiej, właśnie wróciłem z nią z podróży do Vilcabamby.”



RW: - Tak, przed około tygodniem.
IB: - A Elżbieta Dzikowska i Tony Halik to byli pierwsi Polacy, którzy dotarli do Vilcabamy, tak? W 1976 roku?
RW: - Tak, tzn. to było podawane kiedyś w ten sposób, że oni odkryli, ale to nie do końca było zgodne z prawdą. Odkrywcą Vilcabamby był Gene Savoy, który pierwszy tam dotarł w 1964 roku. Natomiast Dzikowska i Halik byli w Vilcabambie dopiero w 1976 roku. No i ten problem w naszych rozmowach z Elżbietą Dzikowską pojawił się dosyć szybko, ponieważ, chciałem się dowiedzieć, jak to było, że ona stwierdziła, że odkryli tę Vilcabambę. To wynikało w dużej mierze z jej nieświadomości, bo profesor, z którym oni wtedy podróżowali przekonywał ich, że w Vilcabambie jeszcze nikogo nie było. A był to taki czas w Peru, rządy lewicowego Generała Velasco Alvarado, że Peruwiańczycy, jakby programowo odkrywali po raz drugi to, to co już inni kiedyś odkryli.
IB: - Bardzo ciekawa historia.

Magda Grzebałkowska: „Po co ci to, Roman?”

U Dekera, w Sopocie, spotykam się z Magdą Grzebałkowską. Znamy się od lat. W czasach, gdy byłem zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Wybrzeża”, Magda był początkującą reporterką. A teraz? Minęło dwadzieścia lat, Magda została świetną pisarką, autorką takich bestsellerów, jak „Beksińscy. Portret podwójny”, czy „Rok 1945”. To super-pióro. A ile jeszcze przed nią! Aktualnie pracuje nad biografią Krzysztofa Komedy. Do końca września ma ją oddać w „Znaku” I właśnie o biografiach chcę z nią porozmawiać.



Jaka jest różnica między pisaniem biografii osoby nieżyjącej i żyjącej? Ja pracuję bowiem nad biografią Elżbiety Dzikowskiej i problem ten nurtuje mnie od wielu miesięcy. A jak widzi to Magda, doświadczona biografka? Jak podejść do takiego tematu?
– Pisanie biografii osoby żyjącej jest dużo trudniejsze – mówi i spogląda na mnie ze współczuciem. – W co ty się ładujesz? Po co ci to, Roman?
– Jest przecież tyle fajnych martwych ludzi, nie lepiej pisać o kimś takim? – kontynuuje po chwili. – Ja nigdy, bym się nie podjęła pisania o kimś, kto żyje. Wiesz, co cię czeka na etapie autoryzacji?
Mówi, że w środowisku dziennikarskim, w Warszawie, ludzie Elżbiety Dzikowskiej raczej się boją. Że ma ona opinię osoby bardzo nieprzejednanej – będzie tak jak ona chce, albo nic nie będzie. Mirosław Wlekły, autor biografii życiowego partnera Dzikowskiej, Tony’ego Halika, też bardzo się jej obawiał i pracując nad książką musiał zawrzeć niejeden kompromis. To trudna osoba do współpracy.

Z Elżbietą Dzikowską w Żerocinie

Żerocin to niewielka wioska na Podlasiu, około dwunastu kilometrów od Międzyrzeca Podlaskiego. To wioska podszyta patriotycznymi tradycjami, bo kiedyś znajdował się w niej kopiec upamiętniający pobyt Józefa Piłsudskiego i I Brygady Strzelców w dniach 15 i 16 sierpnia 1915 roku, ale po 1945 roku został on zlikwidowany. Po tym jak z Elżbietą Dzikowską odwiedziłem wszystkie najważniejsze związane z jej dzieciństwem miejsca w Międzyrzecu, jedziemy właśnie tam. Droga wiedzie przez las. To kraina dziecięcych wakacji Elżbiety, kraina niezapomnianych wspomnień. To właśnie tu – zanim w czasie wojny, uciekając przed Niemcami, do Żerocina przeprowadziła się z Międzyrzeca – jako mała dziewczynka, przyjeżdżała latem, do swojej cioci Kazi, siostry ojca.



To tu odbywała swoje pierwsze wyprawy.

Dokąd?

W górę.

Im wyżej, tym lepiej.

(Potem, w życiu, ten nawyk jej pozostał.)

Najpierw jednak celem były czubki drzew.

Głównie brzóz i wiśni

– Najpiękniej było najbliżej czubka – wspomina. – Obejmowałam pień rękoma, chwiejąc się w rytmie podmuchów wiatru. To było wspaniałe uczucie…

– Tu też – mówi dalej – ukształtowała się moja druga młodzieńcza pasja: zbieranie grzybów. Do dziś umiem je znakomicie rozpoznawać. Ale zbieram je teraz znacznie rzadziej, za co winny jest mój nadwerężony kręgosłup. Dziś wolę grzyby kupować w Falenicy, ale nadal uwielbiam je przyrządzać, jeść i, oczywiście, podawać gościom…

Żerocińskie lasy stały się dla niej pierwowzorem puszczy, selwy, dżungli, które zaczęła odwiedzać kilkanaście lat później.

Posłuchaj w Radiu Gdańsk

W najbliższy piątek, 21. lipca 2017 r., w Radiu Gdańsk o godzinie 21.30, w audycji Iwony Borawskiej „Wspólne czytanie”, będę opowiadał o mojej niedawnej podróży z Elżbietą Dzikowską do Vilcabamby i o tym jak powstaje biografia tej znanej podróżniczki.
Serdecznie zapraszam!

Z Elżbietą Dzikowską jadę do Międzyrzeca – miasta, w którym się urodziła

Z Warszawy wyjeżdżamy trasą na Terespol. Najpierw zatrzymujemy się w Zbuczynie, pod Siedlcami, gdzie obecnie mieszka ks. prof. Wiesław Niewęgłowski – były duszpasterz środowisk twórczych, od lat zaprzyjaźniony z Elżbietą. To nie tylko wizyta kurtuazyjna. Ksiądz Niewęgłowski ma pomóc nam w odnalezieniu dokumentów z XIX wieku, dotyczących wywodzącej się z rodziny Krasuskich prababki Elżbiety, która właśnie w Zbuczynie, przed laty, brała ślub. Jest to o tyle istotne, że po dotarciu do źródeł może okazać się, że rodzina Elżbiety i rodzina Tony’ego Halika, wieloletniego partnera życiowego Elżbiety, były z sobą skoligacone, ponieważ jedna z prababek Tony’ego z domu też była Krasuska.


Niedługo potem dojeżdżamy do liczącego obecnie 18 tys. mieszkańców Międzyrzeca. Elżbieta z trudem rozpoznaje miasto. Mało ludzi na ulicach. Nic dziwnego – jest sobota, poza tym w ostatnich latach Międzyrzec masowo wysyła mieszkańców do pracy na Zachodzie – do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii. Na jednym z placów odnajdujemy metalowy pomnik „Miasto to ludzie”, gdzie wymienione są nazwiska wybitnych osób, związanych z Międzyrzecem. Na pierwszym miejscu – Elżbieta Dzikowska. Ona sama skromnie mówi, że to dlatego, że jej nazwisko zaczyna się na literę „D”. Ja jednak jestem innego zdania. To nie zasługa alfabetu, lecz sprawa jej dokonań.



Zaraz obok jest ulica Piłsudskiego. Na tej ulicy, pod numerem 12. Elżbieta kiedyś mieszkała.

Z Elżbietą Dzikowską w Peru i w Vilcabambie. Jak było?

Pisał już Piotr Małachowski, a potem Dorota Abramowicz. Jak Elżbiecie Dzikowoskiej i mnie było w Vilcabambie, ale nie tylko. Pora więc, bym i ja cos napisał. Przede wszystkim to, w jakim stopniu udało nam się zrealizować założony plan. Bo przecież po to, jeszcze przed wyjazdem, ujawniłem jego zarys.


Generalnie plan udało nam się wykonać. Przynajmniej jego najważniejsze, kardynalne punkty. A więc – co najważniejsze – byliśmy w Vilcabambie. Elżbieta Dzikowska – z niemałym wzruszeniem – powróciła tam po 41 latach. Wjechaliśmy też na przełęcz Anticona – 4813 m n.p.m., do Ticlio, pod pomnik Ernesta Malinowskiego, którego to monumentu Elżbieta Dzikowska była inicjatorką i spiritus movens. Byliśmy również na inkaskim Święcie Słońca w Cuzco, w fortecy Sacsayhuaman – na słynnym Inti Raymi (na zdjęciach). Natomiast to, co miało znaleźć się pomiędzy tymi kluczowymi punktami – jak to w Peru – uległo pewnym modyfikacjom.

Nie udało nam się odwiedzić najsłynniejszego peruwiańskiego malarza współczesnego o polskich korzeniach – Ferdynanda Szyszłłę (ale w zamian, ostatniego dnia pobytu, pojechaliśmy pod nowoczesną rzeźbę, a właściwie formę przestrzenną jego autorstwa – Intihuatana, w Miraflores, nieopodal Mostu Samobójców; na zdjęciu). Po powrocie z Vilcabamby, inaczej niż planowaliśmy, nie pojechaliśmy do Choquequirao, co wymagałoby długotrwałej jazdy konno, a także sporej dawki pieszej wspinaczki. Elżbieta Dzikowska – choć bardzo jej zależało na tej eskapadzie – nie czuła się na siłach, by temu podołać.
  1. <<
  2. archiwum
  3. >>
Roman Warszewski Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Na skróty

30 lat jak jeden dzień (część 1)
30 lat jak jeden dzień (część 2)
30 lat jak jeden dzień (część 3)
30 lat jak jeden dzień (część 4)
30 lat jak jeden dzień (część 5)
Rok 2012 w pigułce

Rozmowy z noblistami

Nobel jak stare wino - wywiad z Mario Vargasem Llosą
Wywiad-rzeka z Mario Vargasem Llosą
Noblista z kraju vilcacory
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami w Sztokholmie w 2009r.
Dwie rozmowy z Jean-Marie Gustavem Le Clezio - noblistą z roku 2008
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami z roku 2008

Rozmowy z tuzami polskiej kultury

z Ryszardem Kapuścińskim
z Czesławem Miłoszem
z Andrzejem Szczypiorskim
z ks.Józefem Tischnerem
ze Stanisławem Lemem
ze Sławomirem Mrożkiem

Rozmowy z odkrywcami

z odkrywcą Vilcabamby - Gene Savoyem
z "królem huaqueros" Enrico Polim
z archeologiem prof. K. Makowskim
z etnolożką dr Marią Rostworowską
z tropicielem zaginionych miast- M. ienną
z właścicielem kamieni z Ica- dr J. Cabrerą

Najnowsza książka

Kuba 1958-1959
- Michał Piotrowski o tomie "Kuba 1958-1959"

Najnowszy album

Zielone Pompeje. Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa” (Razem z Arkadiuszem Paulem) (Seria Siedem Nowych Cudów Świata) Fitoherb, 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków

Poprzednie książki

Kongo 1965
- O „Kongo 1965” w „Mówią Wieki” „Che” Guevara, Kongo i HIV
- „Kongo 1965”: uboczne skutki rewolucji
- "Kongo 1965" - opowieść o narodzinach zła
Cuzco 1536-1537
Zdjęcia uzupełniające książkę

- Coricancha

- Ollantaytambo

- Sacsayhuamán

- Recenzja w „Mówią Wieki”

Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

- Dorota Abramowicz o książce

- Piotr M. Małachowski o książce

- „Ceviche”

- Ekwador. Niezłe jaja z równikiem

Boliwia 1966-1967

- Aneks osobowy - partyzanci i ich przeciwnicy

- Aneks - chronologia zdarzeń opisanych w książce

- Ewa Opiela o „Boliwii 1966-1967”

- Waldemar Gabis o „Boliwii 1966-1967”

- Maciej Kuczyński o „Boliwii 1966-1967”

Filmy godne polecenia

Garcilasso de la Vega
Na tropie nieznanych zwierząt

*Wywiad z dr Fabianem Michelangelim

Marcahuasi - góra kamiennych gigantów
Życie dla życia
o działalności o. Edmunda Szeligi w Peru
O genezie nazwy Vilcacora - dr Mirez

- przeczytaj więcej...

Preparaty Ojca Szeligi
Q`ero expedition 2007
Zobacz więcej >>

Kontakt

Formularz kontaktowy
Roman Warszewski na facebooku

Przyjaciele

Operuję w Peru - blog
Kochamy Peru
All inclusive
Sunshine Peru Travel
Ekopartner
Miesięcznik Poznaj Świat
Iberoameryka

Polecam

Żyj długo - pismo o zdrowiu
Q`ero Expedition Peru 2007
Herbsecret.pl - vilcacora
Poradnia.pl
Migotania - Gazeta literacka