Peru dla zaawansowanych (1)
Sayhuite – najdziwniejszy kamień Andów

Sayhuite to niewielka wioseczka na trasie między Abancay i Cuzco. Położenie ma wielce nieszczęśliwe, krzywdzące.Bo gdy ktoś jedzie z Limy do Cuzco, mijając je, wypatruje już celu podróży; nie w głowie mu wtedy się zatrzymywać. Gdy natomiast ktoś rusza z Cuzco do Limy i ma przed sobą koło dwudziestu godzin w samochodzie, Sayhuite jest położone zbyt blisko początku podróży, by ją przerywać.
Jedynym wyjściem jest wybranie się z Cuzco do Sayhuite specjalnie, na całodzienną wycieczkę. Ale kto tak czyni? Prawie nikt. Bo konkurencja atrakcji, które - będąc w Cuzco - koniecznie trzeba zobaczyć, jest przogromna. Raz kusi to, raz tamto. Raz targ w Pisaq, kiedy indziej jarmark w Chinchero. Albo – nieco dalej – Ollantaytambo ze swą słynna fortecą, albo Maras i jego solne tarasy.
Rezultat taki, że niewiele osób zna Sayhuite. A wielka to szkoda. Bo to, co w Sayhuite można zobaczyć, to... dziw nad dziwy. Niby nic wielkiego – tylko jeden duży kamień, a obok kilka mniejszych, ALE CO TO ZA KAMIENIE!

Uważam, że największy z nich jest najdziwniejszym kamieniem z Andów. I gdy ktoś już się zdecyduje, by go odwiedzić i zobaczyć, na pewno nie pożałuje.
Wiodąca do niego ścieżka pojawia się po około 90 minutach jazdy samochodzem z Cuzco. Od szosy odbija w dół, długim, niespiesznym zakolem. Pylną dróżką, pośród domostw „campesinos” trzeba przejść kilkaset metrów, a potem ów kamień widać jak na dłoni. Z daleka wygląda tak, jakby ktoś zamknął go w klatce, bo wokół kamienia – żeby zapobiec jego dewastacji – już kilkanaście lat temu wzniesiono wysoką metalową barierkę.
Na jego zapleczu znajduje się spore „usnu” – kamienna platforma z ładnym portalem, na której niegdyś zasiadali inkascy dostojnicy. Jest ona starannie zrekonstruowana i niewiele tylko ustępuje słynnemu „usnu” z Vilcashuaman. Tu jednak główną atrakcją nie jest platforma, ale kamień. To on przykuwa, przyciąga uwagę.
Dlaczego?

Bo kamień - w kształcie przypominający czybato wypełnioną kolebkę - w całości jest pokryty przedziwną rzeźbą. Przedstawia ona niezwykle urozmaicony, magiczny krajobraz. Rzeźba – a właściwie płaskorzeźba – ukazuje jakąś nieznana krainę z górskimi szczytami, z uprawnymi tarasami, z urozmaicającymi je ludzkimi sylwetkami i zwierzętami. Czego na niej nie ma! Pokazuje, jakby inkaską krainę ze snów i marzeń – coś na kształt krajobrazu idealnego, andyjskiego raju.
Otwory, które przebito w górnej krawędzi tegoż kamienia, podpowiadają, w jaki sposób go tu przetransportowano. Inna możliwość jest taka, że spore jego fragmenty, po bokach, niegdyś były pokryte złotą blachą, a te otwory to miejsca jej zamocowania.
Choć obwód kamienia liczy tylko niewiele ponad 9 metrów, chodzić wokół niego można bez końca. Można chodzić i dziwić się: ile pracy włożono w pokrycie tej bryły tak bogatą płaskorzeźbą; albo – po co w ogóle tę pracę wykonywano. Bo rzeźba zdobiąca kamień jest przebogata. Jest tak urozmaicona, że niezaleźnie od tego, ile razy kamień by obchodzić i uczyć się go na pamięć, zawsze pojawia się jeszcze coś nowego, coś czego poprzednio nie dostrzegaliśmy. Nasze zdumienie nie tyle maleje, co staje się coraz większe i większe...
Nieopodal jest jeszcze więcej kamieni. Nieco poniżej znajduje się tzw. drugi kamień z Sayhuite, wokół którego leży całe zatrzęsienie pomniejszego, kamiennego gruzu. Tworzy on niepowtarzalne inkaskie lapidarium, które każe zapytać: jakie było pierwotne przeznaczenie zgromadzonych tu kamieni? Czemu miały one służyć?
Na pytania te staram się odpowiedzieć w jednej ze swych ostatnich książek – w reportażu „Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas” (zachęcam do sięgnięcia po niego). Wyjaśnienie to ubrane jest w szeroki historyczny kontekst i stanowi część pewnej większej rekonstrukcji. Na ile jest ono przekonujące i na ile tłumaczy, czym było owo lapidarium z Sayhuite, pozostawiam osądowi Czytelników. Wydaje mi się jednak, że jest ono zdecydowanie bardziej interesujące niż lakomiczne stwierdzenie oferowane przez archeologów, zgodnie z którym Kamień z Sayhuite (ten na poniższych zdjęciach) należy wiązać z inkaskim kultem wody...











Następny odcinek: Huchuy Cusco
Roman Warszewski Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Na skróty

30 lat jak jeden dzień (część 1)
30 lat jak jeden dzień (część 2)
30 lat jak jeden dzień (część 3)
30 lat jak jeden dzień (część 4)
30 lat jak jeden dzień (część 5)
Rok 2012 w pigułce

Rozmowy z noblistami

Nobel jak stare wino - wywiad z Mario Vargasem Llosą
Wywiad-rzeka z Mario Vargasem Llosą
Noblista z kraju vilcacory
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami w Sztokholmie w 2009r.
Dwie rozmowy z Jean-Marie Gustavem Le Clezio - noblistą z roku 2008
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami z roku 2008

Rozmowy z tuzami polskiej kultury

z Ryszardem Kapuścińskim
z Czesławem Miłoszem
z Andrzejem Szczypiorskim
z ks.Józefem Tischnerem
ze Stanisławem Lemem
ze Sławomirem Mrożkiem

Rozmowy z odkrywcami

z odkrywcą Vilcabamby - Gene Savoyem
z "królem huaqueros" Enrico Polim
z archeologiem prof. K. Makowskim
z etnolożką dr Marią Rostworowską
z tropicielem zaginionych miast- M. ienną
z właścicielem kamieni z Ica- dr J. Cabrerą

Najnowsza książka

Kuba 1958-1959
- Michał Piotrowski o tomie "Kuba 1958-1959"

Najnowszy album

Zielone Pompeje. Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa” (Razem z Arkadiuszem Paulem) (Seria Siedem Nowych Cudów Świata) Fitoherb, 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków

Poprzednie książki

Kongo 1965
- O „Kongo 1965” w „Mówią Wieki” „Che” Guevara, Kongo i HIV
- „Kongo 1965”: uboczne skutki rewolucji
- "Kongo 1965" - opowieść o narodzinach zła
Cuzco 1536-1537
Zdjęcia uzupełniające książkę

- Coricancha

- Ollantaytambo

- Sacsayhuamán

- Recenzja w „Mówią Wieki”

Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

- Dorota Abramowicz o książce

- Piotr M. Małachowski o książce

- „Ceviche”

- Ekwador. Niezłe jaja z równikiem

Boliwia 1966-1967

- Aneks osobowy - partyzanci i ich przeciwnicy

- Aneks - chronologia zdarzeń opisanych w książce

- Ewa Opiela o „Boliwii 1966-1967”

- Waldemar Gabis o „Boliwii 1966-1967”

- Maciej Kuczyński o „Boliwii 1966-1967”

Filmy godne polecenia

Garcilasso de la Vega
Na tropie nieznanych zwierząt

*Wywiad z dr Fabianem Michelangelim

Marcahuasi - góra kamiennych gigantów
Życie dla życia
o działalności o. Edmunda Szeligi w Peru
O genezie nazwy Vilcacora - dr Mirez

- przeczytaj więcej...

Preparaty Ojca Szeligi
Q`ero expedition 2007
Zobacz więcej >>

Kontakt

Formularz kontaktowy
Roman Warszewski na facebooku

Przyjaciele

Operuję w Peru - blog
Kochamy Peru
All inclusive
Sunshine Peru Travel
Ekopartner
Miesięcznik Poznaj Świat
Iberoameryka

Polecam

Żyj długo - pismo o zdrowiu
Q`ero Expedition Peru 2007
Herbsecret.pl - vilcacora
Poradnia.pl
Migotania - Gazeta literacka