Ewa Opiela o albumie R.Warszewskiego i A.Paula „Cuzco. Rzym Nowego Świata”

Cuzco – Rzym Ameryki
Tytuł albumu - „Cuzco. Rzym Nowego Świata” odwołuje się do stwierdzenia, które w przeszłości padało wielokrotnie. O Cuzco – dawnej inkaskiej stolicy, jako o Rzymie, pisał już pod koniec XVI wieku Inca Garcilaso de la Vega – słynny dziejopis, syn inkaskiej księżniczki i hiszpańskiego konkwistadora, choć urodzony w Cuzco, dożywający swych dni w Europie, w Kordobie.

Do Rzymu Cuzco porównywał także Efraim Squier – słynny amerykański podróżnik, który andyjską krainę dawnych Inków poznawał w XIX wieku. W jego zapiskach z podróży po Peru i Boliwii znajdujemy następujący passus: „Cuzco [...] bez wątpliwości można nazwać Rzymem Nowego Świata. Cuzkeńska gigantyczna forteca to Kapitol. Świątynia Słońca to Koloseum. Manco Capac to Romulus, inka Viracocha - Augustyn; Huascar – Pompejusz, a Atahuallpa - Cesar. Natomiast Pizzarowie, Almagrowie, [...] Toledowie to Hunowie, Goci i chrześcijanie, którzy Rzym zniszczyli. Tupac Amaru to Belisariusz, który upadające imperium obdarzył jeszcze jednym dniem nadziei.”

Autorzy albumu – Roman Warszewski i Arkadiusz Paul – nie powołują się co prawda na oba te sławetne pióra, liczą jednak zapewne, iż ciąg skojarzeń tak celnie stworzony przez Squiera samoczynnie powstanie w głowie Czytelnika w chwili, gdy dotrze do końca książki. Nie może być bowiem przypadkiem, iż swą fotograficzną wizytę w Cuzco rozpoczynają właśnie od „gigantycznej fortecy” (a więc Kapitolu), by zaraz potem przejść do Corikanczy – Świątyni Słońca (czyli Koloseum). Natomiast nazwiska i imiona Pizzara, Almagra, Manco Capaca, Atahuallpy i Huascara w części tekstowej albumu
pojawiają się prawie w tej samej kolejności, jak u Squiera. Intencja więc, mimo całej jej dyskrecji, pozostaje czytelna.

Album też jest czytelny. Jak na album przystało – przemawia przede wszystkim obrazami. Powiem szczerze, że brałam go do ręki z pewną obawą, ponieważ znałam poprzednią publikacji tego samego autorskiego duetu w tej samej serii wydawniczej – ukazującą, słynne Machu Picchu. Bo – pytałam sama siebie – czy po sugestywnych fotogramach z doliny Urubamby, krajobrazy miejskiego Cuzco jeszcze będą w stanie mnie zainteresować? Z góry wietrzyłam błąd. To, iż najpierw należało wydać książkę o Cuzco, a dopiero potem o Machu Picchu, by kroczyć od dobrego, ku lepszemu, ciekawszemu...

Ku własnemu zaskoczeniu stwierdziłam jednak, że „Cuzco. Rzym Nowego Świata” nie ustępuje „Machu Picchu. Sto lat po godzinie zero”. Przeciwnie. Jest dośc wyraźnym krokiem do przodu. Cuzco – na kartach albumu – ukazuje dosłownie setkę swoich różnych oblicz. I nie są to przypadkowe ujęcia, które same weszły w kadr, lecz plany starannie wyselekcjonowane. Takie, na których bardzo wiele widać. Często więcej niż można by przypuszczać na pierwszy rzut oka.

Chropowatość prastarych inkaskich murów dosłownie kole na kartach tej książki.

Staje się namacalna, narzucająca się, bardzo sugestywna. Jest pierwszą i najważniejszą bohaterką książki. Jej osią i osnową.

To dobrze, bo obrobiony ludzką ręką kamień jest aktorem, który w Cuzco bez wątpienia odgrywa rolę pierwszoplanową. Co Inkowie potrafili z nim wyczyniać! Jak był im posłuszny - jak ulegał ich narzędziom! Album to pokazuje - i to niezalażnie od tego, czy w danym kadrze mamy do czynienia z konstrukcję inkaską, prekolumbijską, czy kolonialną.

Rzecz bowiem w tym, że podczas gdy album o Machu Picchu opowiadał o pewnej tajemnicy, album o Cuzco ukazuje złożoność i przenikanie się - nakładanie się dwóch różnych światów i kultur. Bo z jednej strony fotogramy z Cuzco pokazują świat Inków, z drugiej zaś – świat kolonialny; świat, który próbował połknąć i zdominować ten pierwszy; i któremu... do końca to się nie udało!

Przed oczami mamy niepowtarzalny przekładaniec. Wiele konstrukcji ma inkaski fundament z ciemnego kamienia, przerastający do wysokości pierwszej kondygnacji, z którego dopiero wyżej wystrzeliwują ściany kolonialne, zdradzające swój iberyjski rodowód. Domy w centrum Cuzco są więc czarno-białe. Czarny jest ich dół; góra jest biała. To chyba jedyne miasto na świecie, gdzie tak wyraźnie widać, gdzie kończy się jedna epoka, a gdzie zaczyna druga; gdzie widać, jak w ramach tej samej budowli i
konstrukcji sąsiadują ze sobą dwie różne kultury i całkiem odmienne tradycje.

W przeszłości Cuzco dzieliło się na Cuzco Górne i Dolne. W każdej z tych części, przed kolonizacją, zamieszkiwały różne inkaskie klany. Dziś, w nieco innym znaczeniu, Górne i Dolne Cuzco widoczne jest prawie w każdym, ważniejszym budynku w centrum miasta. Dół jest inkaski, natomiast góra hiszpańska, kolonialna.

Niewątpliwym walorem publikacji jest to, że nie ogranicza się ona tylko do samego miasta. Pokazuje również jego wychodzące na zewnątrz macki – to, co znajduje się poza jego granicami. Poznajemy więc przedziwne Q’enko (dawne mauzoleum?), urokliwe Tambo Machay (łaźnię inki?), groźne Puca Pucara (barbakan?, fortecę?), czy nieco bardziej odległe wioski i miasteczka, będące przedprożem Cuzco - Pisaq, Moroy, Maras, czy Chinchero. Miejsca, w których inkasko-kolonialna rzeczywistość splata się ze sobą w równie niepowtarzalny sposób, jak ma to miejsce w dawnej stolicy Inków.

Interesujący fragment książki stanowi też zamykający ją rozdział, mówiący o tym, w jaki sposób Cuzco już w czasie podboju zostało zdetronizowane. Jak inkaska stolica najpierw musiała ustąpić pola Jauji, a następnie wznoszonej w pośpiechu na wybrzeżu - Limie. Fotogramy z Jauji – andyjskiego miasteczka, o którym jako o byłej, przejściowej stolicy Peru pamięta dziś naprawdę niewielu – są absolutnie unikatowe. Jeśli nie liczyć dostępnych w internecie zdjęć tego miejsca wykonanych telefonem komórkowym (sic!), to naprawdę jedna z nielicznych okazji, by zobaczyć, co z miejsca tego pozostało do dziś, i jak ono obecnie wygląda.

Ewa Opiela

Roman Warszewski, Arkadiusz Paul, „Cuzco. Rzym Nowego Świata”, Fitoherb, Sopot 2012, ss. 200
Roman Warszewski Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Na skróty

30 lat jak jeden dzień (część 1)
30 lat jak jeden dzień (część 2)
30 lat jak jeden dzień (część 3)
30 lat jak jeden dzień (część 4)
30 lat jak jeden dzień (część 5)
Rok 2012 w pigułce

Rozmowy z noblistami

Nobel jak stare wino - wywiad z Mario Vargasem Llosą
Wywiad-rzeka z Mario Vargasem Llosą
Noblista z kraju vilcacory
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami w Sztokholmie w 2009r.
Dwie rozmowy z Jean-Marie Gustavem Le Clezio - noblistą z roku 2008
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami z roku 2008

Rozmowy z tuzami polskiej kultury

z Ryszardem Kapuścińskim
z Czesławem Miłoszem
z Andrzejem Szczypiorskim
z ks.Józefem Tischnerem
ze Stanisławem Lemem
ze Sławomirem Mrożkiem

Rozmowy z odkrywcami

z odkrywcą Vilcabamby - Gene Savoyem
z "królem huaqueros" Enrico Polim
z archeologiem prof. K. Makowskim
z etnolożką dr Marią Rostworowską
z tropicielem zaginionych miast- M. ienną
z właścicielem kamieni z Ica- dr J. Cabrerą

Najnowsza książka

Kuba 1958-1959
- Michał Piotrowski o tomie "Kuba 1958-1959"

Najnowszy album

Zielone Pompeje. Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa” (Razem z Arkadiuszem Paulem) (Seria Siedem Nowych Cudów Świata) Fitoherb, 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków

Poprzednie książki

Kongo 1965
- O „Kongo 1965” w „Mówią Wieki” „Che” Guevara, Kongo i HIV
- „Kongo 1965”: uboczne skutki rewolucji
- "Kongo 1965" - opowieść o narodzinach zła
Cuzco 1536-1537
Zdjęcia uzupełniające książkę

- Coricancha

- Ollantaytambo

- Sacsayhuamán

- Recenzja w „Mówią Wieki”

Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

- Dorota Abramowicz o książce

- Piotr M. Małachowski o książce

- „Ceviche”

- Ekwador. Niezłe jaja z równikiem

Boliwia 1966-1967

- Aneks osobowy - partyzanci i ich przeciwnicy

- Aneks - chronologia zdarzeń opisanych w książce

- Ewa Opiela o „Boliwii 1966-1967”

- Waldemar Gabis o „Boliwii 1966-1967”

- Maciej Kuczyński o „Boliwii 1966-1967”

Filmy godne polecenia

Garcilasso de la Vega
Na tropie nieznanych zwierząt

*Wywiad z dr Fabianem Michelangelim

Marcahuasi - góra kamiennych gigantów
Życie dla życia
o działalności o. Edmunda Szeligi w Peru
O genezie nazwy Vilcacora - dr Mirez

- przeczytaj więcej...

Preparaty Ojca Szeligi
Q`ero expedition 2007
Zobacz więcej >>

Kontakt

Formularz kontaktowy
Roman Warszewski na facebooku

Przyjaciele

Operuję w Peru - blog
Kochamy Peru
All inclusive
Sunshine Peru Travel
Ekopartner
Miesięcznik Poznaj Świat
Iberoameryka

Polecam

Żyj długo - pismo o zdrowiu
Q`ero Expedition Peru 2007
Herbsecret.pl - vilcacora
Poradnia.pl
Migotania - Gazeta literacka