Unikajcie krwistych befsztyków


Z prof. Haraldem zur Hausen, laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii za rok 2008 w Sztokholmie rozmawia Roman Warszewski

– Czy pańskie odkrycie – iż rak szyjki macicy powodowany jest przez wirusa Papilloma (HPV) – jest porównywalne z dokonaniami np. Fleminga, który przed osiemdziesięcioma laty udowodnił leczniczą przydatność penicyliny, za co także otrzymał Nagrodę Nobla?

– Dzisiejsza perspektywa jest jeszcze zbyt krótka, by móc dokonać tego rodzaju oceny. Musi minąć znacznie więcej czasu. Może właśnie aż 80 lat? W porównaniu ze stanem z początku XX stulecia, bardzo zmienił się też charakter odkryć w dziedzinie medycyny. Dziś bardziej jest to praca całych zespołów niż badania pojedynczego uczonego. Różnica polega też na tym, iż dziś odkrycia w uprawianej przeze mnie dziedzinie dokonywane są na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, przez co są mniej zrozumiałe i mniej spektakularne. Nie oznacza to jednak, iż są mniej istotne. Jaka jest ich waga, pokaże czas.

– Ale nagroda, którą pan profesor otrzymał, dotyczy prac prowadzonych w ciągu ostatnich 20-30 lat, nie wczoraj. Czasu minęło więc już stosunkowo dużo. Czy ten okres nie pozwala na ocenę ich wagi?

– W pewnym sensie tak. Tym bardziej iż owe – nazwijmy je tak – badania podstawowe sprzed kilku dziesięcioleci w tej chwili zyskały aspekt bardzo praktyczny: dzięki nim stworzona została szczepionka, której stosowanie może zapobiec wystąpieniu raka szyjki macicy. A jest to choroba bardzo rozpowszechniona. Ta szczepionka może uratować życie milionom kobiet na całym świecie.

Szpital o dachu z palmowych liści


Z Jean-Marie Gustavem Le Clezio – synem lekarza i laureatem literackiej Nagrody Nobla z roku 2008, rozmawia Roman Warszewski

– Pański ojciec był lekarzem...
– Mój ojciec był kimś, kto – w moim przekonaniu – może wręcz uchodzić za archetyp lekarza. Był lekarzem afrykańskim, pracującym w buszu, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Na obszarach liczących tysiące kilometrów kwadratowych właśnie on często był jedyną cywilizacją – jej przyczółkiem, forpocztą, posłańcem..., a prawdopodobnie wszystkim tym razem...

– W jakich okolicznościach ojciec trafił do Afryki?
– To cała epopeja. Ojciec, po tym jak opuścił Mauritius, w Wielkiej Brytanii studiował medycynę i chciał tam podjąć pracę. Miał już nawet zaklepany etat w londyńskim szpitalu Saint Joseph i najpewniej pracowałby tam przez wiele, wiele lat, gdyby nie to, że – dosłownie w przededniu wdziania na siebie białego kitla - jego przyszły przełożony z wyrzutem stwierdził: „Drogi panie, jak to się stało, że do tej pory nie otrzymałem pańskiej wizytówki?”

Ojciec natychmiast wizytówkę kazał wydrukować, ale dyrektorowi szpitala już jej nie wręczył. Zgryźliwa uwaga tamtego dała mu tak wiele do myślenia, iż zrezygnował z oferowanej pracy. Zamiast tego pojechał do Southampton, zamustrował się na statek odpływający do Gujany Brytyjskiej w Ameryce Południowej, a gdy już tam dotarł - będąc specjalista medycyny tropikalnej - został wędrownym lekarzem pracującym w dżungli. Przez dwa lata pływał pirogą po tamtejszych rzekach i leczył Indian. Uważał, że właśnie na tym polega lekarskie powołanie i praca lekarza w najczystszej postaci: nieść pomoc innym.

Noblista z kraju vilcacory


Tegoroczną (2010) literacką Nagrodę Nobla przyznano Peruwiańczykowi – Mario Vargasowi Llosie. To pisarz, którego twórczość – jak rzadko które książki – wyrasta z peruwiańskich realiów: wysokich gór, przepastnej dżungli, bezwodnych, nadbrzeżnych pustyń. W roku 1990 Vargas Llosa kandydował nawet na urząd prezydenta Peru, przegrywając w drugiej turze z populistą – Alberto Fujimorim.

Poniższy fragment rozmowy z tegorocznym literackim noblistą pochodzi z mojej książki „Skrzydła diabła, rogi anioła”, będącej wywiadem-rzeką z MVLl.

– Nie żałuje Pan, że w 1990 roku zdecydował się Pan kandydować na urząd prezydenta Peru?

– Nie, nie żałuję, bo było to niepowtarzalne doświadczenie. Rzadko komu coś takiego jest dane. Z drugiej strony – patrząc z perspektywy czasu – wielce jestem rad, iż wybory przegrałem i że prezydentem jednak nie zostałem.

– Dlaczego?

– Bo dzięki tej przegranej wygrała literatura, która w moim życiu jest najważniejsza!

– Dlaczego więc w ogóle stawał Pan do owego prezydenckiego wyścigu? Nie był to chyba najszczęśliwszy pomysł?

– Od początku byłem o tym przekonany i głośno powtarzałem to moim przyjaciołom. Ale zadziałała presja zdarzeń – logika tego, w czym brałem udział, zanim zgłosiłem swoją kandydaturę.

Niedługo po tym, jak upadł nasz protest przeciwko nacjonalizacji banków, miały odbyć się wybory prezydenckie, w których Alan Garcia – urzędujący wówczas prezydent – za wszelką cenę pragnął doprowadzić do swej reelekcji. Było logiczne, że – jako lider ruchu, który niedawno tak zdecydowanie go krytykował – zechcę temu zapobiec.

Nobel jak stare wino


Z Mario Vargasem Llosą, laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 2010, rozmawia Roman Warszewski

Mimo natłoku zajęć, jakie wszyscy nobliści mają w dniach poprzedzających wręczenie im tej najsłynniejszej nagrody, Mario Vargasowi Llosie udaje się wygospodarować godzinę, by udzielić mi wywiadu. Na pewnie nie byłoby to możliwe, gdybyśmy nie znali się już od lat.... dwudziestu siedmiu! Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 1983 roku, gdy zbierałem materiały do pierwszej swojej książki „Pokażcie mi brzuch terrorystki”. Po raz drugi w 1990 roku, gdy ubiegał się on o prezydenturę Peru i działał w organizacji FREDEMO. Po raz trzeci – w roku 2006 – gdy powstawała moja książka o nim „Skrzydła diabła, rogi anioła”.

Teraz nasze drogi krzyżują się po raz czwarty. I to w jaki wspaniałych okolicznościach! Spotykamy się w restauracji „Złoty pokój” na sztokhkolmskiej starówce. To ten sam zabytkowy lokal, w którym zbierają się szwedzcy akademicy, by dyskutować, komu w danym roku należy przyznać literackiego nobla.

A jednak!
Jednak się kręci!
Jest ten upragniony nobel. Wreszcie!
No jest, jest! I – prawdę mówiąc – od dwóch miesięcy nie mogę się pozbierać. Moje dobrze poukładane życie nagle obróciło się w niwecz, całkiem poszło w drzazgi. Czuję się trochę tak, jak rozbitek na oceanie. Co chwila moją szalupę zalewa co raz to nowa, wyższa fala!
Przybyło Panu obowiązków!
Przybyło obowiązków mimo, że i poprzednio miałem ich bardzo dużo.

Wyróżnienie


Wyróżnienie dla wywiadów Romana Warszewskiego z noblistami z roku 2008 w konkursie o Nagrodę Barbary Łopieńskiej

Cykl wywiadów Romana Warszewskiego z trzema noblistami za rok 2008 w dziedzinie medycyny i fizjologii oraz rozmowa z laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 2008 – Gustavem Le Clezio, które ukazały się w styczniu i lutym w roku 2009, zostały wyróżnione przez Kapitułę Nagrody im. Barbary Łopieńskiej na najlepszy wywiad prasowy za rok 2009. Uwagę zwrócono na pogłębiony i merytoryczny charakter tych rozmów, które określono mianem „dziennikarstwa coraz rzadziej dziś uprawiany i napotykający na coraz większe trudności w dotarciu do Czytelnika”. Nagrodę za wywiad roku otrzymała współpracująca z „Gazetą Wyborczą” Angelika Kuźniak.

Z Noblistami w Sztokholmie



Właśnie wróciłem ze Sztokholmu, gdzie spotkałem się z kilkoma tegorocznymi noblistami.
Już tradycyjnie rozmawiałem z laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii (co mnie o tyle interesowało, iż ich prace dotyczą kwestii starzenia się i długowieczności), a także miałem okazję przeprowadzić wywiad z tegoroczną laureatka w dziedzinie literatury – z Hertą Mueller.
Wielce fascynujące jest to, iż to co o długowieczności mówią tegoroczni „medyczni” nobliści w dużej mierze pokrywa się z doświadczeniami, jakie w tej mierze posiadają południowoamerykańscy Indianie Q’ero, z których wielu dożywa 115-120 lat. Tak więc sztokholmskie rozmowy stanowią niezwykle cenne uzupełnienie mojej wiedzy na ten temat zebranej w Andach i na pewno do drugiej części książki o długowieczności („Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba”) wniosą wiele interesujących intuicji.
Z kuluarowych rozmów z przedstawicielami Komitetu Noblowskiego wnoszę, iż Nagroda Nobla dla Obamy miała jeden cel bardzo pragmatyczny: była pomyślana m.in. jako zachęta dla amerykańskiej administracji do zniesienia opodatkowania Nagrody Nobla w USA, co jest o tyle istotne, że najwięcej laureatów tego wyróżnienia pochodzi właśnie z tego kraju.

Jak końce chromosomów stały się początkiem
Z prof. Elisabeth Blackburn – laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii za rok 2009, rozmawia Roman Warszewski


– Nagrodę Nobla – wraz z profesorem Jackiem Szostakiem i profesor Carol Greider – otrzymała Pani za prace nad telomerami.
Roman Warszewski
Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Ostatni album

„Zielone Pompeje.Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa”

(Razem z Arkadiuszem Paulem)
Seria Siedem Nowych Cudów Świata, Fitoherb 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków