O czym opowiada książka „Wyprawa Vilcabamba–Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas”?

Już są dwa projekty okładki tej nowej książki. Jedna wersja nawiązuje do okładki reportażu „Q’ero. Długowiecznośc na zamówienie”, druga ma inną kolorystykę. Która wersja zostanie wybrana przez Wydawcę, jeszcze nie wiem. Osobiście optowałbym za...

Nie powiem. Zamiast tego – fragment wprowadzenia do książki.


1.

W książce Q’ero. Długowieczność na zamówienie opisałem moją wyprawę Q’ero Expedition 2007, która kilka lat temu w jednym z najwyżej położonych rejonów Andów odwiedziła tajemniczy lud Q’ero – Indian uznających siebie za najbliższych spadkobierców dawnych Inków i należących do najbardziej długowiecznych ludzi na świecie: wielu przedstawicieli tego plemienia dożywa 115–120 lat. Ekspedycja ta przyniosła wiele interesujących rezultatów: dzięki przeprowadzonym w czasie jej trwania badaniom lekarskim, czarno na białym potwierdzona została znakomita kondycja najstarszych Indian Q’ero, jak również udało się ustalić, co doprowadziło do tego, że właśnie ta grupa etniczna – jako jedna z nielicznych – w Ameryce Łacińskiej dożywa tak sędziwego wieku. W czasie ekspedycji natrafiliśmy na ślady, z których wynika, iż długowieczność Indian Q’ero, wywodzących się z inkaskiej szlachty, jest następstwem celowego zamysłu, podjętego przed przeszło pięciuset laty przez protoplastów Q’eros. Po upadku ostatniej stolicy Inków, Vilcabamby, zdając sobie sprawę z tego, iż militarnie nie są w stanie pokonać hiszpańskich konkwistadorów, Inkowie zmienili taktykę. Mówiąc najkrócej – postawili na biologiczną odnowę. Doszli do wniosku, że – jeśli nie można tego dokonać orężem – białoskórych zdobywców pokonają... swą długowiecznością. Inicjatorem i pomysłodawcą tego niezwykłego przedsięwzięcia był jeden z inkaskich generałów – Inka Paucar, który szczególnie się wsławił w czasie obrony Vilcabamby. Jego potomków oraz żywą pamięć o nim i o jego niepospolitym planie, którego ślady w postaci długowieczności Indian Q’ero rozpoznawalne są do dziś, w 2007 roku odnaleźliśmy w wysokogórskiej wiosce Marcachea.


2.

Zafascynowany postacią Inki Paucara, po jej zidentyfikowaniu w hiszpańskich kronikach, w 2008 roku postanowiłem ruszyć jej śladem...

Pierwszym celem tej nowej wyprawy, którą nazwałem Expedition Vilcabamba–Vilcabamba, była właśnie Vilcabamba – ostatni inkaski bastion, w którego obronie walczył Inka Paucar. Wydawało mi się, że w rejonie i w miejscu, które ten dawny wojskowy dowódca bronił, musiały pozostać jakieś jego ślady. Może w pamięci ludzi, którzy tam mieszkają do dziś? A może w jakiś trudny do wyobrażenia sobie sposób, w ruinach tego pradawnego, porzuconego w dżungli miasta? Nie miałem pojęcia. Trudno było nawet snuć jakieś przypuszczenia na ten temat. Jedyne, co można było uczynić, to znów polecieć do Peru, z Cuzco udać się nad górną Urubambę, przedrzeć się przez selwę i przekonać się na własne oczy, jak Vilcabamba wygląda dziś i co z niej pozostało. Czy gdzieś tam, hen daleko, w leśnym ostępie odnajdę choćby „odcisk stopy” Inki Paucara?


3.

Tak też uczyniłem.

Moim kompanem w tej ryzykownej eskapadzie był Jarosław Molenda – podróżnik i miłośnik Ameryki prekolumbijskiej. Jego fascynował Tupac Amaru – potomek Manco Inki, inkaskiego władcy, który Vilcabambę doprowadził do wielkiego politycznego znaczenia i świetności; mnie natomiast – Inka Paucar, generał, po którym po 500 latach pozostał ledwie cień, który postanowiłem przyoblec w bardziej konkretne kształty. Wspólny język znaleźliśmy bez trudu... by dzielić – nomen omen – trudy podróży. Te były bowiem niebagatelne. Przez blisko tydzień, na końskim grzbiecie lub pieszo, z położonego wysoko w Andach Huancacalle podążaliśmy szlakiem po pierwsze – obrońców Vilcabamby; po drugie – zdobywców ostatniej inkaskiej stolicy; po trzecie – odkrywców jej tajemniczych ruin. A po czwarte – szlakiem prawie niemożliwym do sforsowania. Prawie tak samo trudnym i wyboistym, jak ten, który przed rokiem doprowadził nas do Kraju Q’ero. Jednak tym razem krajobrazy i didaskalia były całkiem inne.


4.

Bo mimo że Vilcabamba jest miastem Inków, inaczej niż większość ich bastionów, nie jest położona wśród skalistych szczytów turni, lecz w bardzo głębokiej dżungli. Vilcabamba powstała bowiem już w czasie podboju. Gdy Cuzco – pierwotna, inkaska stolica – zostało zagarnięte przez Hiszpanów, Inkowie wycofali się na tereny, skąd prawdopodobnie się wywodzili: do selwy. Stamtąd postanowili nękać najeźdźców. Tam postanowili się zaszyć i szukać swej ostatniej ostoi. Miasto wznieśli w pośpiechu i nie tak starannie, jak na przykład słynne Machu Picchu. Nie to im było jednak w głowie. Chodziło nie o estetykę i architektoniczny kunszt, lecz o przeżycie i przetrwanie w najbardziej elementarnej postaci. O to, by się okopać przeciwko europejskiej nawale na terenach niedostępnych dla kawalerii. Konna szarża w czasach konkwisty stanowiła bowiem odpowiednik współczesnego ataku dywizji czołgów. Inkowie koni nie mieli. Bali się ich jak ognia. Do Vilcabamby natomiast konnica nie była w stanie dotrzeć. Co najwyżej – idące stępa jedno za drugim zwierzęta, jak te, które nas tam zaniosły. Te jednak Inkowie starali się zatrzymać: staczanymi w doliny głazami, strzałami wypuszczanymi z gęstwiny, przynoszonymi na hiszpański szlak jadowitymi wężami, których konkwistadorzy bali się jak najgorszej zarazy.


5.

Wszystko jednak do czasu. Nie będę się tu wdawał w historyczne szczegóły – po 36 latach stawiania oporu, w 1572 roku, Vilcabamba i otaczające ją niepodległe inkaskie państwo padło. Wiedząc, że Hiszpanie nacierają i są już tuż-tuż, jej mieszkańcy ostatnią stolicę opuścili w popłochu, puszczając z dymem to, co było możliwe. Ostatni bolesny cierń z cielska kolonialnego Peru został w końcu wyrwany. Hiszpanie – w 40 lat po przybyciu do Peru – mogli świętować swój ostateczny triumf.

Po stronie zdobywców – co zrozumiałe – pamięci o Vilcabambie nikt nie kultywował. O jej istnieniu i stawianym przez nią oporze konkwistadorzy chcieli jak najszybciej zapomnieć. Zarastająca opuszczone miasto dżungla w tym dziele zapomnienia była ich prześwietnym sojusznikiem. Tak skutecznym i wydajnym, że już w kilkadziesiąt lat po wydarzeniach 1572 roku nikt dokładnie nie pamiętał, gdzie Vilcabamba się znajdowała. Najpierw jej nie szukano, a gdy zaczęto – nigdzie nie było nawet jej śladu. Dopiero w 1964 roku, wiedziony zapiskami odkrywcy Machu Picchu, Hirama Binghama, na jej pozostałości natrafił Amerykanin Gene Savoy, który do historii przeszedł jako odkrywca Vilcabamby.


6.

To, co po tygodniu w siodle ujrzeliśmy latem 2008 roku, tylko w niewielkim stopniu różniło się od tego, co przed blisko półwieczem ukazało się oczom Gene Savoya. Wokół nas była przede wszystkim dżungla, pośród której splątanego labiryntu tylko z trudem można było dojrzeć pozostałości dawnych inkaskich zabudowań. Z otaczającą ją zielenią, położone ręką człowieka kamienne mury weszły prawie w doskonałą symbiozę. Dżungla w najbardziej dosłownym sensie pochłonęła Vilcabambę. I gdyby nie jej sektor, gdzie rozpoczęto już pierwsze wykopaliska, trudno byłoby odgadnąć, iż były tu kiedyś kwartały mieszkalne, magazyny, ulice, świątynie...


7.

Zwłaszcza te ostatnie musiały być szczególnie istotne. To rzuciło mi się w oczy od samego początku. Vilcabamba – do której na ostatnim odcinku dochodziło się szerokimi, kamiennymi schodami! – musiała być przede wszystkim miejscem sakralnym, nie fortecą – jak bez związku z jej faktyczną topografią dotąd ją opisywano. Kto bowiem kiedykolwiek widział fortecę, do której można wkroczyć szerokim, kamiennym traktem?! Mające stolicy bronić bastiony (w dużej mierze do dziś nieodkryte), musiały się znajdować poza jej granicami. Natomiast sama Vilcabamba – najwidoczniej – stanowiła bardzo ważne miejsce kultu.

Czego?

To bardzo uzasadnione pytanie. W tym miejscu natrafiłem bowiem na coś w rodzaju pierwszego „odcisku palca” Inki Paucara. W Vilcabambie nie mogło chodzić tylko i wyłącznie o klasyczny kult słońca, tak powszechny wśród Inków. Wszak w selwie słońca w ogóle nie widać. W samym centrum dawnego miasta wznosiły się natomiast wielkie kamienne fallusy, a jedna wynurzających się z ziemi skał miała formę kondora. Kondora, który próbuje się wyrwać z czeluści ziemi i wznieść się ku niebu. Wyraźny symbol odrodzenia.


8.

Następne dni, które spędziłem, chodząc po porośniętych selwą ruinach Vilcabamby, utwierdziły mnie w tym pierwszym wrażeniu: ostatnia stolica Inków była nade wszystko miejscem, gdzie Inkowie zaklinali swój powrót do niezagrożonego. Dżungla wraz ze swą przebogatą roślinnością wskazywała na oczywiste rozwiązanie. Jakie? Rośliny. Te w Vilcabambie na każdym kroku były bardziej niż wszechobecne.

Czy dlatego w Ince Paucarze – obrońcy Królestwa Vilcabamby – zaszła przemiana z militarysty w pacyfistę, który prowadzoną z Hiszpanami walkę postanowił kontynuować całkiem innymi – nazwijmy to tak – biologicznymi środkami? Ten wniosek w tym zatopionym w dżungli miejscu nasuwał się po prostu sam – wcale nie trzeba było do niego dochodzić. Ale gdy o Inkę Paucara zapytałem pracującego w ruinach jako strażnik América Sakę Cobosa, okazało się, że ten o ewentualnym związku tego wybitnego generała z Vilcabambą nie miał pojęcia. Gdy usłyszał imię Paucar, myślał, że mówię o... ptaku.

Dlaczego o ptaku?

To wyjaśni się około 150. strony książki.
Roman Warszewski Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Na skróty

30 lat jak jeden dzień (część 1)
30 lat jak jeden dzień (część 2)
30 lat jak jeden dzień (część 3)
30 lat jak jeden dzień (część 4)
30 lat jak jeden dzień (część 5)
Rok 2012 w pigułce

Rozmowy z noblistami

Nobel jak stare wino - wywiad z Mario Vargasem Llosą
Wywiad-rzeka z Mario Vargasem Llosą
Noblista z kraju vilcacory
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami w Sztokholmie w 2009r.
Dwie rozmowy z Jean-Marie Gustavem Le Clezio - noblistą z roku 2008
Trzy rozmowy z "medycznymi" noblistami z roku 2008

Rozmowy z tuzami polskiej kultury

z Ryszardem Kapuścińskim
z Czesławem Miłoszem
z Andrzejem Szczypiorskim
z ks.Józefem Tischnerem
ze Stanisławem Lemem
ze Sławomirem Mrożkiem

Rozmowy z odkrywcami

z odkrywcą Vilcabamby - Gene Savoyem
z "królem huaqueros" Enrico Polim
z archeologiem prof. K. Makowskim
z etnolożką dr Marią Rostworowską
z tropicielem zaginionych miast- M. ienną
z właścicielem kamieni z Ica- dr J. Cabrerą

Najnowsza książka

Kuba 1958-1959
- Michał Piotrowski o tomie "Kuba 1958-1959"

Najnowszy album

Zielone Pompeje. Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa” (Razem z Arkadiuszem Paulem) (Seria Siedem Nowych Cudów Świata) Fitoherb, 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków

Poprzednie książki

Cholula 1519
- Michał Piotrowski o „Choluli 1519”: Najpierw odebrać nadzieję, potem złoto!
- Wyszła "Cholula 1519". Jakie były jej przygody
Kongo 1965
- O „Kongo 1965” w „Mówią Wieki” „Che” Guevara, Kongo i HIV
- „Kongo 1965”: uboczne skutki rewolucji
- "Kongo 1965" - opowieść o narodzinach zła
Cuzco 1536-1537
Zdjęcia uzupełniające książkę

- Coricancha

- Ollantaytambo

- Sacsayhuamán

- Recenzja w „Mówią Wieki”

Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

- Dorota Abramowicz o książce

- Piotr M. Małachowski o książce

- „Ceviche”

- Ekwador. Niezłe jaja z równikiem

Boliwia 1966-1967

- Aneks osobowy - partyzanci i ich przeciwnicy

- Aneks - chronologia zdarzeń opisanych w książce

- Ewa Opiela o „Boliwii 1966-1967”

- Waldemar Gabis o „Boliwii 1966-1967”

- Maciej Kuczyński o „Boliwii 1966-1967”

Filmy godne polecenia

Garcilasso de la Vega
Na tropie nieznanych zwierząt

*Wywiad z dr Fabianem Michelangelim

Marcahuasi - góra kamiennych gigantów
Życie dla życia
o działalności o. Edmunda Szeligi w Peru
O genezie nazwy Vilcacora - dr Mirez

- przeczytaj więcej...

Preparaty Ojca Szeligi
Q`ero expedition 2007
Zobacz więcej >>

Kontakt

Formularz kontaktowy
Roman Warszewski na facebooku

Przyjaciele

Operuję w Peru - blog
Kochamy Peru
All inclusive
Sunshine Peru Travel
Ekopartner
Miesięcznik Poznaj Świat
Iberoameryka

Polecam

Żyj długo - pismo o zdrowiu
Q`ero Expedition Peru 2007
Herbsecret.pl - vilcacora
Poradnia.pl
Migotania - Gazeta literacka