Vilcabamba – miasto pokonane przez czas


Vilcabamba – to ostatnia stolica państwa Inków, a w zasadzie tego skrawka, który najdłużej opierał się atakom hiszpańskich konkwistadorów. W dniach swej świetności tętniła życiem, potem – zniszczona wojną - opustoszała na długie lata. Jej kamienne budowle skryły się przed ludzkim okiem, ale – jak się okazuje - trwają do dziś. Jakby chciały przeczekać wrogów, których nie można było pokonać w walce. Dokładnie tak samo uczynili dawni mieszkańcy miasta.

Mało znane losy powstania, rozkwitu i upadku ostatniej inkaskiej stolicy opisuje w swojej najnowszej książce pt. „Vilcabamba 1572” pisarz, podróżnik i dziennikarz Roman Warszewski. Choć książkę opublikowano w serii „historyczne bitwy” wydawnictwa Bellona, to de facto opowiada ona nie o jednym starciu, ale o okresie kilku dziesięcioleci, gdy pod naporem hiszpańskiej konkwisty powoli, acz nieuchronnie upadło imperium Inków. Zdobycie i zniszczenie Vilcabamby w 1572 roku było tylko ostatnim aktem tych wydarzeń.

Wielkość i upadek
Kiedy pierwsi Europejczycy odkryli Nowy Świat czyli kontynent amerykański, państwo Inków, przez swych mieszkańców zwane Tawantinsuyu, osiągało właśnie szczyt swojego rozwoju i świetności. Na początku XVI wieku obejmowało prawie całe wybrzeże Pacyfiku wzdłuż Andów, a także tereny Peru i Boliwii w głębi kontynentu. Zamieszkiwało je w sumie ok. 12 milionów mieszkańców – w skład rozległego imperium wchodziły bowiem również liczne plemiona podbite wcześniej przez Inków. Do dziś trudno jest pojąć jakim cudem olbrzymie imperium zachwiało się i upadło pod naporem niewielkiej grupy hiszpańskich konkwistadorów.

Przewodnik po krainie cudu


Machu Picchu – miasto-legenda, miejsce które dotyka nieba. Położone w Peru, niemal po przeciwnej stronie ziemskiego globu, na samym szczycie Andów, od stu lat budzi marzenia, rozpala wyobraźnię, przyciąga obietnicą wielkiej przygody.

W 2011 roku minie dokładnie sto lat od odkrycia tego niezwykłego miasta Inków. Do dziś położone „na końcu świata”, tajemnicze Machu Picchu przyciąga podróżników z całego świata. Stało się jednym z siedmiu nowożytnych cudów świata. Jest też żywym symbolem dawnej Inkaskiej cywilizacji. Niegdyś celowo ukryte wysoko w górach, by nie rzucało się w oczy hiszpańskim konkwistadorom, dziś istnieje w oczach i umysłach ludzi na całym świecie.

Z jednej strony to dobrze – opowiada bowiem wciąż od nowa historię swojego ludu. Z drugiej jednak ciągnącym do niego rzeszom turystów może wkrótce udać się to, co nie udało się hiszpańskim najeźdźcom: tak jak krople drążą skałę, tak ciągnące każdego dnia na szczyt tłumy powoli, ale skutecznie przyczyniają się do zniszczenia tego miejsca. Już dziś ściany kamiennych świątyń zaczynają pękać, a strome górskie zbocza osuwają się. Codziennie też okolice inkaskiego miasta oczyszczać trzeba z ton porzuconych przez turystów śmieci. Tak więc nie wiadomo ile ten cud świata będzie jeszcze w stanie wytrzymać.

O mieście z chmur we właśnie wydanym albumie zatytułowanym „Machu Picchu. Sto lat po godzinie zero” opowiadają dwaj polscy podróżnicy: Roman Warszewski i Arkadiusz Paul. Ten pierwszy bywał w Ameryce Południowej tak wiele razy, że zna ten kontynent jak własną kieszeń.

Przewodnik po krainie cudu


Książka Romana Warszewskiego i Arkadiusza Paula właśnie trafia na księgarskie lady

Machu Picchu – miasto-legenda, miejsce które dotyka nieba. Położone w Peru, niemal po przeciwnej stronie ziemskiego globu, na samym szczycie Andów, od stu lat budzi marzenia, rozpala wyobraźnię, przyciąga obietnicą wielkiej przygody.


W 2011 roku minie dokładnie sto lat od odkrycia tego niezwykłego miasta Inków. A właściwie nie od odkrycia, bo rok 1911 to data wielce umowna i dyskusyjna. To właśnie tego roku amerykański naukowiec i odkrywca Hiram Bingham wyruszył z Cuzco na kolejną już ekspedycję badawczą – tym razem w górę biegu Urumbamby. Bingham miał dwa cele: jego wyprawa, której patronował Uniwersytet Yale miała przez odpowiednie pomiary udowodnić, że najwyższym szczytem kontynentu jest peruwiański wulkan Nevado Coropuna. A niejako „przy okazji” Amerykanin zamierzał też odnaleźć ruiny ostatniej inkaskiej stolicy – Vilcabamby. Ostatecznie goniąc za jednym i drugim celem zupełnie przypadkowo i niespodziewanie natknął się na trzeci. I co ciekawe – o mało go nie ominął.

23 czerwca 1911 roku, kilka dni po opuszczeniu Cuzco, ekspedycja zatrzymała się w miejscu zwanym Mandor Pampa, tuż obok domostwa Metysa Melchora Arteagi. Ten, kiedy dowiedział się, że naukowców interesują budowle Inków, rzucił od niechcenia, że jest kilka takich właśnie całkiem niedaleko. Żeby je zobaczyć trzeba jednak wdrapać się na szczyt góry Huayna Picchu i Machu Picchu.

Następnego dnia Bingham podjął mozolną wspinaczkę na szczyt.
najnowsze < > najstarsze
Roman Warszewski
Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Ostatni album

„Zielone Pompeje.Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa”

(Razem z Arkadiuszem Paulem)
Seria Siedem Nowych Cudów Świata, Fitoherb 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków